Konsulat w Tuluzie podobnie
meble wypoczynkowe |artykuły biurowe Zgorzelec |Wyspa Konwaliowa
„Konsulat w Tuluzie, podobnie zresztą jak inne nasze placówki dyplomatyczne, uległ na żądanie Niemców likwidacji. Udało się jednak uzyskać zgodę Francuzów na uruchomienie tak zwanego Biura Polskiego, które w swym założeniu miało otaczać opieką polskich cywilnych „refugies" — uciekinierów. Kierował nim wyższy urzędnik Ministerstwa Spraw Zagranicznych Stanisław Zabiełło. Cały personel tego Biura za pełną poświęcenia pracę, często połączoną z niemałym ryzykiem osobistym, zasłużył na szczere uznanie i wdzięczność.
Otrzymaliśmy cywilne ubrania i nieco gotówki. Żołnierzom zapewniono wyżywienie. Wręczono nam coś w rodzaju prowizorycznych zaświadczeń paszportowych, zaopatrzonych na odwrocie w autentyczną wizę na... Curacao! Małą wysepkę na Morzu Karaibskim w archipelagu Antyli Holenderskich. Istniały ponoć przesłanki, że uda się tam ewakuować polskich cywilów. Z Curacao zaś względnie prosta droga przez Stany Zjednoczone do Wielkiej Brytanii. Ciekawy to był dokument i szkoda, że gdzieś mi zaginął.
Do ewakuacji nie doszło. Otrzymaliśmy natomiast wiadomość, iż żołnierze brygady mają się gromadzić w rejonie dawnego zakwaterowania na południu Francji. Trzeba było znowu wrócić pod Orange, a następnie udać się do znanego mi już dobrze obozu Camp de Carpiagne pod Marsylią.“(4)
„Konsulat w Tuluzie, podobnie zresztą jak inne nasze placówki dyplomatyczne, uległ na żądanie Niemców likwidacji. Udało się jednak uzyskać zgodę Francuzów na uruchomienie tak zwanego Biura Polskiego, które w swym założeniu miało otaczać opieką polskich cywilnych „refugies" — uciekinierów. Kierował nim wyższy urzędnik Ministerstwa Spraw Zagranicznych Stanisław Zabiełło. Cały personel tego Biura za pełną poświęcenia pracę, często połączoną z niemałym ryzykiem osobistym, zasłużył na szczere uznanie i wdzięczność.
Otrzymaliśmy cywilne ubrania i nieco gotówki. Żołnierzom zapewniono wyżywienie. Wręczono nam coś w rodzaju prowizorycznych zaświadczeń paszportowych, zaopatrzonych na odwrocie w autentyczną wizę na... Curacao! Małą wysepkę na Morzu Karaibskim w archipelagu Antyli Holenderskich. Istniały ponoć przesłanki, że uda się tam ewakuować polskich cywilów. Z Curacao zaś względnie prosta droga przez Stany Zjednoczone do Wielkiej Brytanii. Ciekawy to był dokument i szkoda, że gdzieś mi zaginął.
Do ewakuacji nie doszło. Otrzymaliśmy natomiast wiadomość, iż żołnierze brygady mają się gromadzić w rejonie dawnego zakwaterowania na południu Francji. Trzeba było znowu wrócić pod Orange, a następnie udać się do znanego mi już dobrze obozu Camp de Carpiagne pod Marsylią.“(4)