- Co to pana obchodzi - zapytał
zabawki dla dzieci |sale konferencyjne na mazurach |Meble na raty
„— Co to pana obchodzi — zapytał Bertelsen. — Ale narzuca mi pan wygłodzonego pianistę, który żąda ode mnie podróży zagranicę.
— Aha, Eyde! —rzekł adwokat. — Nie pojąłem, do czego pan zmierza. Czy był on u pana
— Tak. I mówił, że przychodzi od pana. Ale ja poprostu nie życzę sobie takich posłańców od pana, wiedz pan o tem!
Adwokat przyznał mu słuszność — Tak, mogę to dobrze pojąć. Ten młody człowiek jest z natury nieco natrętnym, ot gorączkowy artysta, nie umie ani trochę czekać. Ja go wszak, — oczywiście, — do pana nic posłałem, on sam wymienił pana.
— Facet przychodzi wprost do mnie i pyta, jak rzecz stoi ze stypendjum, i kiedy je może otrzymać.
— Tl alui]ni, —śmiał się adwokat, —zwarjowany jest na tym punkcie. Zresztą muszę poważać ten jego płomienny zapał i chęć do wyjazdu. A pewny jestem, że i pan go szanuje.
— Tak, ale niech on nie jedzie na mój rachunek, niech idzie do djabła! —piszczy Bertelsen rozgoryczony. — Zdaje mi się, żeście powarjowali obaj. Mówił, że pan go przysłał.
W tej chwili adwokat dostrzega pannę Ellingsen, a za nią pannę dEspard i pana Fleminga. Zjawili się jak odsiecz. Adwokat rzekł — Naturalnie, że nie ja go przysłałem. Ale ponieważ sam on pana wymienił, twierdząc, że spróbuje udać się do pana, odpowiedziałem zapewne coś w tym rodzaju jak Owszem, idź pan! W każdym razie nie pierwszy to raz zwracają się do p. Bertelsena z podobnemi sprawami! Coś takiego musiałem odpowiedzieć.“(16)
kominy |spływy kajakowe |hotele zakopane
„— Co to pana obchodzi — zapytał Bertelsen. — Ale narzuca mi pan wygłodzonego pianistę, który żąda ode mnie podróży zagranicę.
— Aha, Eyde! —rzekł adwokat. — Nie pojąłem, do czego pan zmierza. Czy był on u pana
— Tak. I mówił, że przychodzi od pana. Ale ja poprostu nie życzę sobie takich posłańców od pana, wiedz pan o tem!
Adwokat przyznał mu słuszność — Tak, mogę to dobrze pojąć. Ten młody człowiek jest z natury nieco natrętnym, ot gorączkowy artysta, nie umie ani trochę czekać. Ja go wszak, — oczywiście, — do pana nic posłałem, on sam wymienił pana.
— Facet przychodzi wprost do mnie i pyta, jak rzecz stoi ze stypendjum, i kiedy je może otrzymać.
— Tl alui]ni, —śmiał się adwokat, —zwarjowany jest na tym punkcie. Zresztą muszę poważać ten jego płomienny zapał i chęć do wyjazdu. A pewny jestem, że i pan go szanuje.
— Tak, ale niech on nie jedzie na mój rachunek, niech idzie do djabła! —piszczy Bertelsen rozgoryczony. — Zdaje mi się, żeście powarjowali obaj. Mówił, że pan go przysłał.
W tej chwili adwokat dostrzega pannę Ellingsen, a za nią pannę dEspard i pana Fleminga. Zjawili się jak odsiecz. Adwokat rzekł — Naturalnie, że nie ja go przysłałem. Ale ponieważ sam on pana wymienił, twierdząc, że spróbuje udać się do pana, odpowiedziałem zapewne coś w tym rodzaju jak Owszem, idź pan! W każdym razie nie pierwszy to raz zwracają się do p. Bertelsena z podobnemi sprawami! Coś takiego musiałem odpowiedzieć.“(16)
kominy |spływy kajakowe |hotele zakopane